środa, 7 czerwca 2017

Proza życia to przyjaźni kat.

Bardzo lubię filmy spokojne. Stonowane, niszowe produkcje, które nie są napakowane tysiącem efektów specjalnych i przytłaczającą muzyką. Nakręcić cichy, obyczajowy film to nie lada sztuka - chciałam się więc podzielić z wami jednym z nich, bo obawiam się, że przejdzie bez echa.

"Mali mężczyźni" to kolejna produkcja w dorobku Iry Sachsa, reżysera znanego zapewne niewielkiej grupie osób. Twórca "Zostań ze mną" i "Miłość jest zagadką" skupia się tym razem na dramacie rodziny i problemie zróżnicowania społecznego. Rzecz dzieje się w Nowym Jorku. "Bohaterami" jako takimi można nazwać dwie jednostki: rodzinę Jardine i rodzinę Calvelli; ta pierwsza, po śmierci dziadka zmuszona jest do przeprowadzki z eleganckiej dzielnicy na Brooklyn, gdzie mieści się odziedziczona w spadku kamienica. W suterenie mieści się sklep odzieżowy prowadzony przez Leonor Calvelli, mieszkającą ze swoim synem Tonym. Tony i Jake Jardine to rówieśnicy, zaprzyjaźniają się w mgnieniu oka. Spędzają mnóstwo czasu razem grając w gry, jeżdżąc na rolkach aż w końcu decydują się zdawać do artystycznej szkoły La Guardia. Jake to nieśmiały i wrażliwy chłopiec, który swoje emocje przelewa na papier w formie rysunków. Tony z kolei to wulkan energii, próbujący swoich sił w aktorstwie. Co staje więc na przeszkodzie ich przyjaźni? Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to na pewno są to pieniądze. Sklep Leonor przestaje być rentowny, a kobiety nie stać na płacenie wyższego czynszu. Rodzice Jake'a z kolei w wynajmie upatrują największego zysku, bowiem rodzina utrzymuje się głównie z pracy matki (Jennifer Ehle). Narastający konflikt między dwiema stronami wystawia przyjaźń chłopców na próbę.


"Ale nuda" - ktoś może pomyśleć. Owszem, nie są to fajerwerki wybuchające na ekranie co pięć minut. To kino spokojne, ale wymagające skupienia. Każda ze stron konfliktu ma swoje argumenty, a decyzje przez nie podejmowane podyktowane są dobrem dzieci. Chłopcy nie za bardzo rozumieją co się tak właściwie dzieje, przyjmują problem między rodzicami jako fanaberię, coś tymczasowego, podczas gdy ich przyjaźń będzie trwać w nieskończoność. Zarówno Tony (Michael Barbieri) jak i Jake (Theo Taplitz) błyszczą na ekranie, przyciągając uwagę swoimi skrajnie odmiennymi charakterami i pokazując niezwykłą dojrzałość i wrażliwość. Mali przyjaciele kierują się empatią, a nie ekonomicznymi pobudkami. Obca jest im jeszcze chciwość i zawiść. A fabuła, choć zdaje się prosta, tak naprawdę przedstawia problem, który może dotyczyć każdego z nas. Ira Sachs nie przyznaje racji żadnemu z rodziców, daje do zrozumienia, że zarówno samotna Leonor, jak i Kathy i Brian Jardine mają swoje racje i chcą tak naprawdę tylko jednego - dobra swoich dzieci. A gdy w grę wchodzi pieniądz, każdy będzie pilnował tego, by to jemu było jak najlepiej.

"Mali mężczyźni" pokazują jak proza życia może wywrócić coś, co wydaje się oczywiste do góry nogami. Jak niezbadane są wyroki losu (brzmi jak frazes, ale to prawda!) i jak nieoczywiste jest nasze życie. Jak dziecięca wizja rzeczywistości może upaść pod ciężarem dorosłego życia pełnego problemów. Finał bez happy endu może niektórym malkontentom wydawać się dołujący, ale Sachs daje nam raczej do zrozumienia, że pewne decyzje niosą ze sobą konsekwencje rzutujące na naszą przyszłość. I że czasem trzeba przyjąć to, co daje nam los.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz