niedziela, 9 lipca 2017

Jak obrabować bank z ósmym krzyżykiem na karku.

Nakręcić prawdziwie zabawną komedię to nie lada sztuka. Zwłaszcza jeśli myślimy o kinie amerykańskim, nierzadko pełnym tandetnych efektów, slapstickowych żartów i wiecznie powracających motywów, które momentami są zwyczajnie żenujące. Bardzo ciężko jest też mi polubić filmy, które w rolach głównych mają znanych i cenionych aktorów starszego pokolenia, którzy wygłupiając się i przybierając stereotypowe komediowe role "śmiesznych staruszków" próbują pociągnąć jeszcze jakoś swoją karierę. Na przedpremierowy seans "W starym dobrym stylu" Zacha Braffa (znanego z "Powrotu do Garden State") wybierałam się więc, przyznam się szczerze, wyłącznie z powodu brzydkiej pogody, która przegoniła mnie do kina. Teraz jednak mogę powiedzieć, że nie był to wcale czas stracony.

Historia nie należy do skomplikowanych: trzech przyjaciół z pracy, na skutek korporacyjnych przekrętów i nieoczekiwanych zmian, traci swoje emerytury. Jest to informacja druzgocąca, bowiem nawet z pieniędzmi na koncie nie żyło im się lekko. Willie (Morgan Freeman), Joe (Michael Caine) i Albert (Alan Arkin) stają więc przed nie lada problemem. Jeden z nich, będąc świadkiem napadu na bank wpada na genialny pomysł i w ten sam sposób chce odzyskać utracone emerytury. Koledzy przystają na ten szalony pomysł, a dalej fabuła toczy się już w myśl znanego schematu.


Można dopatrywać się tu społecznej refleksji na temat służby zdrowia czy też amerykańskiego systemu emerytalnego, który, oczywiście, zawodzi głównych bohaterów, nie to jednak jest clue "W starym dobrym stylu". Od tego filmu nie można oczekiwać niczego poza rozrywką. Mamy tu do czynienia z trzema wybitnymi aktorami, którzy, choć po osiemdziesiątce, starają się wykrzesać z siebie jak najwięcej. Każdy z nich zachowuje dobrze znane widzom elementy swojego stylu. I choć, tak jak wspomniałam, nie jestem fanką starszych artystów próbujących fikać na ekranie i udawać, że się ma mniej lat niż w rzeczywistości, w tym wypadku nie ogląda się tego źle. Wybrana przez Braffa trójka tworzy na ekranie fajną ekipę przyjaciół, którzy znają się od lat i zrobią dla siebie wszystko. Postaci drugoplanowe nie mają tu za dużo do powiedzenia, ale to również nie przeszkadza, widz bowiem ma skupić się na trójce starszych kolegów i ich perypetiach. Nie ma tu, na szczęście gagów z wymiotowaniem, odchodami, itp., można nawet stwierdzić, że panowie niejako akceptują ograniczenia jakie stawiają im ich ciała i nie walczą z nimi za wszelką cenę. Historia momentami nieco się przedłuża i mogłaby skończyć się kwadrans wcześniej, ale nie jest to wielki minus filmu. Kryminalna intryga bardzo szybko rozwija się jak w typowym heist movie, z tym, że osoby, które są w nią uwikłane nie mają o tym zielonego pojęcia (przez co oczywiście ładują się w nie lada kłopoty).

"W starym dobrym stylu" jest więc lekkim, sympatycznym filmem na pochmurny lipcowy dzień, który w nieprzymuszony sposób wywołuje uśmiech na twarzy. Aktorzy nie napinają się, nie udają, że uczestniczą w oscarowym filozoficznym dziele, nikt nie obiecuje tu metafizycznych uniesień, ale też nie zniża się z żartami do poziomu podłogi. Otrzymujemy pogodną produkcję o trzech staruszkach grających w bingo wplątujących się w akcję rodem z "Ocean's eleven".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz